Historie

Kto prowadzi w pracy z rapé?

Nie masz wrażenia, że to nie ty tu rządzisz.  przychodzi nie wtedy gdy to zaplanujesz czy wyrazisz konkretną intencję. Kadzidło. ceremonialne rapé pojawia się gdy jej potrzebujesz, choć nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Odpowiednia mieszanka puka do Twojej przestrzeni w chwili, kiedy masz się spotkać w cztery oczy z sobą. Przepracować coś, o czym nawet nie masz pojęcia, że jest istotne. Wiedza i świadomość przychodzi już po fakcie.

Weronika miała problemy z partnerem. Ciągłe kłótnie, krytyka, codzienność, która przytłaczała. Obwiniała za to jego. Oczywiście. Tak najłatwiej. W jej ciele kumulowały się smutek i rozczarowanie, nigdy nie wypowiedziane na głos. Nawet przed samą sobą.
Ciche dni, życie obok siebie mimo wspólnej sypialni. Trwali w tym przyzwyczajeni, że tak ma już być. Utknęli w beznadziei i braku komunikacji. Bezruch, cisza, zimno.
Jemu dawało wytchnienie gapienie się w telefon. Jej, codzienna dawka medycyny, brana w lesie lub na plaży podczas spaceru.
Gdy zamawiała kolejną paczkę w ForcaFemina nie spodziewała się małego gratisu. Trzech gramów Samaumy, która właśnie weszła do asortymentu sklepu. Odpakowała przyniesioną o świcie przez rudego listonosza paczkę, w sekrecie przed partnerem. Nie lubił gdy szamaniła. Nie lubił świec i zapachu palonej szałwi. Czy lubił cokolwiek co sprawiało jej przyjemność? Miała już to gdzieś. Zbyt często rezygnowała z siebie, by go zadowolić a to i tak nie przynosiło efektu.

Nowa, zielono -niebieska naklejka Samaumy przyciągnęła jej uwagę.
"Poczułam, że jest dla ciebie. Ale uważaj, jest mocna“ - przeczytała na kartce.
Wahała się cały dzień, by przywitać się z Nią. Czuła respekt i trudny do opisania stan jakby stała przed ciężkimi wrotami, które ma wreszcie otworzyć. Słowa dostawczyni podziałały deprymująco.
Zdobyła się na odwagę tuż przed pójściem spać, na tarasie, skąd słychać było szum drzew i odgłosy nocnych zwierząt wychodzących na żer.
Świeży podmuch amazońskiego pyłu wypełnił jej nozdrza. Medycyna przyniosła spokój ale także osadziła mocno w duchu, ciele i umyśle. Poczuła siłę w nogach jakby jej palce wbiły się w ziemię i dzięki temu nabrały mocy.
Usłyszała ruch w pokoju. To jej partner szykował się do spania. Niechętnie weszła pod swoją (nie wspólną) kołdrę i odwróciła się do niego plecami. Jak zwykle. Tym razem jednak coś się zmieniło. Dyskomfort jego obecności nie dawał jej spokoju. Nie chciała go obok siebie. Codziennie przejmować się jego emocjami i zmiennymi nastrojami. Usiłować naprawiać coś, co już dawno jest ruiną. Miała dość usuwania siebie ze wspólnej przestrzeni. Chciała żyć. Bez względu na to, jak on na to zareaguje.
Odwróciła się i dotknęła jego pleców. Przyszła do niej wizja Słońca, które za pomocą jej dłoni, spłynęło na plecy mężczyzny. Namacalnie czuła w dłoniach ogień, który przelała na jego skórę. To było mocne i dziwne.
Odwrócił się zaskoczony jej dotykiem. Pierwsze słowa były niechętne i zimne. Ale ich szczerość otworzyła dialog. Bolesny, głęboki, do bólu prawdziwy. Potrzebny. Słuchała a potem sama zaczęła mówić. Słowa głębokie, których wcześniej nie miała odwagi wypowiedzieć. Ich dźwięk wypowiadany szeptem, wyrażał jej skrywane od lat uczucia. Samauma dała im formę, określiła ich sens i klarownie wyznaczyła granice.
Rozmawiali do świtu, wyjaśniając przeszłość i zadry, które powoli wyjmowali z serc poprzez rozmowę i łzy. Weronika odważyła się przyjąć Samaumę jeszcze raz. Otwarcie, na jego oczach, bez strachu przed komentarzami, które się nie pojawiły. Przecież cokolwiek robi i tak jest źle. Ta nieoczekiwana świadomość przyniosła bolesną prawdę ale i ulgę. Zatem będzie robić wszystko co lubi i kocha, bo jego słowa nie mają już dla niej znaczenia. Zawsze są takie same. Nie ma sensu uzależniać od nich swojego życia.
Nie było pojednania. Przyszła pustka, ujmująca i kojąca. Rapé oczyściła wszystko, by podjąć odpowiednie decyzje.
O świcie Weronika poszła na plażę. Samauma towarzyszyła jej w kieszeni kurtki razem z kuripe ozdobionym labradorytem. Czuła wolność. Poprzez wypowiedzianą wreszcie prawdę czuła w płucach czyste powietrze i bezkresną przestrzeń niczym plaża z dalekim horyzontem, którą miała przed oczami. Wyjęła kuripe z kieszeni. Kolejna dawka Samaumy potwierdziła podjętą o świcie decyzję. Teraz towarzyszył jej śmiech mew. Rapé pozwoliła zobaczyć ból i ukryte pragnienia. Nadała im formę słów, które ustaliły nowe porządki. Przyniosła odwagę, by zawalczyć o siebie.
Choć każdy następny krok w realizacji nowych postanowień był wyjściem poza strefę komfortu, Weronika dążyła do celu obserwując rodzącą się w niej odwagę i zaufanie. Czuła strach, ale już wiedziała, że to tylko umysł chce ją zawrócić z obranej ścieżki. Gdy mieszał w jej głowie Samauma przynosiła wspomnienie nocnej rozmowy.
Zanim skończyła się buteleczka Weronika była już wolna.

Dora Roslonska

Nowa, zielono -niebieska naklejka Samaumy przyciągnęła jej uwagę.
„Poczułam, że jest dla ciebie. Ale uważaj, jest mocna“ – przeczytała na kartce.
Wahała się cały dzień, by przywitać się z Nią. Czuła respekt i trudny do opisania stan jakby stała przed ciężkimi wrotami, które ma wreszcie otworzyć. Słowa dostawczyni podziałały deprymująco.
Zdobyła się na odwagę tuż przed pójściem spać, na tarasie, skąd słychać było szum drzew i odgłosy nocnych zwierząt wychodzących na żer.
Świeży podmuch amazońskiego pyłu wypełnił jej nozdrza. Medycyna przyniosła spokój ale także osadziła mocno w duchu, ciele i umyśle. Poczuła siłę w nogach jakby jej palce wbiły się w ziemię i dzięki temu nabrały mocy.
Usłyszała ruch w pokoju. To jej partner szykował się do spania. Niechętnie weszła pod swoją (nie wspólną) kołdrę i odwróciła się do niego plecami. Jak zwykle. Tym razem jednak coś się zmieniło. Dyskomfort jego obecności nie dawał jej spokoju. Nie chciała go obok siebie. Codziennie przejmować się jego emocjami i zmiennymi nastrojami. Usiłować naprawiać coś, co już dawno jest ruiną. Miała dość usuwania siebie ze wspólnej przestrzeni. Chciała żyć. Bez względu na to, jak on na to zareaguje.
Odwróciła się i dotknęła jego pleców. Przyszła do niej wizja Słońca, które za pomocą jej dłoni, spłynęło na plecy mężczyzny. Namacalnie czuła w dłoniach ogień, który przelała na jego skórę. To było mocne i dziwne.
Odwrócił się zaskoczony jej dotykiem. Pierwsze słowa były niechętne i zimne. Ale ich szczerość otworzyła dialog. Bolesny, głęboki, do bólu prawdziwy. Potrzebny. Słuchała a potem sama zaczęła mówić. Słowa głębokie, których wcześniej nie miała odwagi wypowiedzieć. Ich dźwięk wypowiadany szeptem, wyrażał jej skrywane od lat uczucia. Samauma dała im formę, określiła ich sens i klarownie wyznaczyła granice.
Rozmawiali do świtu, wyjaśniając przeszłość i zadry, które powoli wyjmowali z serc poprzez rozmowę i łzy. Weronika odważyła się przyjąć Samaumę jeszcze raz. Otwarcie, na jego oczach, bez strachu przed komentarzami, które się nie pojawiły. Przecież cokolwiek robi i tak jest źle. Ta nieoczekiwana świadomość przyniosła bolesną prawdę ale i ulgę. Zatem będzie robić wszystko co lubi i kocha, bo jego słowa nie mają już dla niej znaczenia. Zawsze są takie same. Nie ma sensu uzależniać od nich swojego życia.
Nie było pojednania. Przyszła pustka, ujmująca i kojąca. Rapé oczyściła wszystko, by podjąć odpowiednie decyzje.
O świcie Weronika poszła na plażę. Samauma towarzyszyła jej w kieszeni kurtki razem z kuripe ozdobionym labradorytem. Czuła wolność. Poprzez wypowiedzianą wreszcie prawdę czuła w płucach czyste powietrze i bezkresną przestrzeń niczym plaża z dalekim horyzontem, którą miała przed oczami. Wyjęła kuripe z kieszeni. Kolejna dawka Samaumy potwierdziła podjętą o świcie decyzję. Teraz towarzyszył jej śmiech mew. Rapé wytargała z wnętrzności ból i ukryte pragnienia. Nadała im formę słów, które ustaliły nowe porządki. Przyniosła odwagę, by zawalczyć o siebie.
Choć każdy następny krok w realizacji nowych postanowień był wyjściem poza strefę komfortu, Weronika dążyła do celu obserwując rodzącą się w niej odwagę i zaufanie. Czuła strach ale już wiedziała, że to tylko umysł chce ją zawrócić z obranej ścieżki. Gdy mieszał w jej głowie Samauma przynosiła wspomnienie nocnej rozmowy.
Zanim skończyła się buteleczka Weronika była już wolna.

Dora Roslonska